sobota, maja 26, 2007

I Rajd Doktoranta PWr

W dniach 18-20 maja, w Głuchołazach (w ośrodku Banderoza) odbył się I Rajd Doktoranta PWr :)
Było bardzo przyjemnie, ale owijać w bawełnę nie będę. Z niewielkiego zestawu 36 zdjęć wybrałem kilka smaczków. Domyślam się, że najbardziej podobać się będą zainteresowanym ,wewnątrzdjęciowym osobom.
Na zdjęciach: uczestniczy wycieczki, wesoła grupa dziecięca, kózki (jedna przypadkowo spotkana i reszta nasza, obozowa).
Cheers.

























piątek, maja 25, 2007

LOMO

Nareszcie!!! Leżał w szufladzie kilka miesięcy. Przy okazji wywoływania filmu z Rajdu Doktoranta, wyciągnąłem go z szuflady. Film naświetlony aparatem Lomo, pożyczonym od przyjaciela.
Zdjęcia zostały zrobione w przedziale czasowym jednego miesiąca w przeróżnych miejscach Wrocławia i nie tylko.
Nie ma wiele do powiedzenia, oprócz tego, że uwielbiam ten aparacik. Bałem się, że zdjęcia nie osiągną zbyt dużego poziomu estetycznego, aparat ma chyba kilkadziesiąt lat i napis "made in ussr". Jednak rządzi. Pierwsze zdjęcie nie pokazuje idealnej ostrości, ale tak bardzo podobała mi się kolorystyka, że postanowiłem zamieścić je również.
I właśnie to co mi się najbardziej podoba w tym aparacie, to świetne odwzorowywanie kolorów i winietowanie. Aloha.



























środa, maja 23, 2007

studium serweciane

W celu przegnania negatywnych myśli, we mnie krążących, postanowiłem pogrzebać chwilę w plikach. Oto efekt.
Reminescencja stołu wielkanocnego.
Wiosenne poszukiwania cały czas leżą odłogiem. Mam nadzieję, że zamieszczę przed jesienią.










wtorek, maja 15, 2007

wrocław jest piękny...

...zdecydowanie i nieodwołalnie
kocham moje miasto












sobota, maja 12, 2007

cemetery graves

Poszukiwanie i podziwianie wiosny zostawmy, na razie, w tle.
2 maja miałem okazję wybrać sie z Toorku (czytaj turku) na, znacznie wcześniej zaplanowany, wypad fotograficzny. Celem miał być cmentarz żydowski przy ul. Ślężnej (Wrocław).
Jako, że zaparkowałem gdzieś nie wiadomo gdzie, obeszliśmy dookoła cały cmentarz zanim doszliśmy do głównego wejścia, które jest cokolwiek zapuszczone i brakuje mu prawidłowej ekspozycji. Przy niewielkiej budce siedzi, starszy już, pan w bereciku i sprzedaje bilety, książki, mapy oraz opowieści. Zamiast kupić bilety zapłaciliśmy za wypożyczenie książek i poszliśmy w trasę. Śledzenie mapy nie miało żadnego sensu, jako, że po wejściu wszystko wygląda tak samo. Na pierwszy rzut oka.
Co przykuło moją uwagę na początku, to ogromna ilość niezadbanej zieleni w postaci, bezładnie oplatających groby, lawin bluszczu, rosnących wszędzie paproci i wszelkiego innego ziela. Jak się później dowiedzieliśmy, tradycja zakazuje sprzątania z grobu wszelkich naturalnych produktów natury.
Niewiele później, bo jakieś pół minuty od wejścia na teren cmentarza, rozbroiła mnie Toorku, egzystencjonalnym problemem braku baterii do aparatu, a konkretnie faktem jej wyładowania [samoistnym ;)]. I kolejnym: braku sznurka przy zamknięciu obiektywu [mimo nie posiadaniu sprawnego aparatu].
I tak rozpoczęliśmy wędrówkę wzdłuż kotłowaniny ziela i kamienia, a natura zesłała mi wspaniałe światło.

Zdjęcia w odwróconej kolejności chronologicznej.

On the very bottom, Toorku (fishstyle).































czwartek, kwietnia 12, 2007

poświątecznie

życzę wam wszystkim -> odwiedzającym
(nie mam możliwości sprawdzenia ilu was jest i dobrze mi z tym)

WESOŁEGO ŻYCIA POŚWIĄTECZNEGO